O autorze
Mama Leona i Adasia. Autorka bloga efcia.com. Miłośniczka zdrowego i aktywnego trybu życia. Nie może usiedzieć w jednym miejscu. Kocha podróże.

Bieg ekstremalny przez życie

archiwum prywatne
Każdego dnia chcę być lepszą mamą, lepszą żoną, lepszym człowiekiem. Pokonuję swoje słabości, walczę z niedoskonałościami. Nie dążę do perfekcjonizmu, a do lepszej wersji siebie. Wychodzę poza własną strefę komfortu, żeby innym żyło się lepiej ze mną. Życie w rodzinie to sztuka kompromisów. Ciągła nauka współpracy. Ostatnio naszą małżeńską kooperację mieliśmy okazję sprawdzić w ekstremalnych warunkach.

ekstremalna współpraca
Kolejny raz wzięliśmy wspólnie z mężem udział w biegu z przeszkodami. Razem, bo wspólnie łatwiej pokonać przeszkody. Razem, bo to dobry pomysł na spędzenie czasu. Nauka współpracy, pokory, duża dawka zabawy i adrenaliny. To nie była walka o pierwsze miejsce, tylko o pokonanie przeszkód i dobiegnięcie do mety. Widać na zdjęciach, że z mojej tworzy praktycznie nie schodził uśmiech.

fenomen
Ostatnio tego typu biegi są organizowane coraz częściej. Tym razem biegło około 2800 osób a na 6 kilometrowym odcinku organizatorzy ustawili ponad 30 przeszkód. Uczestnicy przed rozpoczęciem biegu nie znają dokładnie jakiego typu przeszkody na nich czekają. Na kilka dni przed startem organizatorzy zdradzają kilka szczegółów. Wiedziałam, że będzie na nas czekał kontener z lodem. I tego się bałam najbardziej. Okazało się, że lód jest nawet ciepły, dopiero po zanurzeniu głowy poczułam zimno w każdej części ciała.

Dlaczego tysiące osób biorą udział w biegach ekstremalnych? Jest to wyjątkowa okazja do sprawdzenia swojej sprawności, poczucia się częścią grupy, bo uczestnicy pomagają sobie na trasie, można bezkarnie wytarzać się i w błocie i w pianie.

A dlaczego my bierzemy udział? Naszą małżeńską pasją stała się aktywność fizyczna i takie spędzenie czasu sprawia nam obojgu przyjemność. Jesteśmy równymi partnerami na trasie, każdy z nas ma swoje mocniejsze i słabsze strony. Zazwyczaj to ja wyciągam rękę po pomoc, ale zdarzyło mi się kilka razy wyciągnąć go z dołka z błotem. Razem dodajemy sobie sił.


profity
Dzięki małżeńskiemu pokonaniu trasy wiemy, że potrafimy współpracować. Dopracowujemy też umiejętność porozumiewania się bez słów, bo nie zawsze był czas na wypowiedzenie jakiegoś zdania albo też okoliczności nie sprzyjały - zadyszka, nurkowanie w lodzie czy błoto w ustach nie ułatwiają komunikacji. Uczymy się też prosić o pomoc, słuchać rad i czekać na swoją kolej. Te umiejętności ważne są nie tylko podczas biegu, ale i w życiu codziennym.

Dzięki siostrze, która dzielnie nam asystowała z aparatem mamy fotoreportaż. Fajnie mieć prywatnego fotografa. Dopingowała nas też na trasie, szczególnie jak biegła szybciej niż my. Tylko czemu mi nikt nie powiedział, że mam błoto na twarzy?

A wy jakie macie pomysły na rodzinne spędzanie czasu?
Trwa ładowanie komentarzy...